7/01/2014

Ryba św. Piotra w doborowym towarzystwie




W czerwcu miałam przyjemność wziąć udział w pielgrzymce organizowanej przez księdza Dariusza Iwańskiego - wspaniałego przewodnika zarówno po zabytkach, jak i po własnej duszy.
Była to podróż marzeń - Izrael i Jordania, marzenie od zawsze mi towarzyszące.
Choć na początku miałam wiele rozterek natury osobistej - nigdy do tego czasu nie byłam na pielgrzymce. Czy ja się do tego nadaję? Czy to aby na pewno dobry pomysł? Ale zdecydowałam się i to dość szybko, pomimo, że miałam jechać sama ;) (bez rodziny, znajomych).
Dziś myślę, że była to najlepsza decyzja. Ksiądz biblista, do różańca i do tańca ;) . Doświadczyłam wielu cudownych, wręcz dziwnych do zrozumienia dla mnie samej zdarzeń, sytuacji trudnych do wytłumaczenia - ale pięknych, które będę pielęgnowała w pamięci.

Izrael - zachwyca i przeraża ilością wojska patrolującego ulice, ilości punktów kontrolnych. Ja osobiście najlepiej czułam się po stronie palestyńskiej- w Betlejem, jednak daleka jestem od ocen politycznych. Uwielbiam jedną i drugą stronę. Ilość zabytków przerosła moją możliwość przyswajania :).

Betlejem - miasto radosne z przeuroczymi sklepikarzami . Oto jeden z nich Rony Tabash : https://www.youtube.com/watch?v=TRsJLQQAKgg

Trasa po stronie izraelskiej: Tyberiada, Hajfa, Nazaret, Kana Galilejska, Tabha, Kafarnaum, Betlejem, Jerozolima, Masada, Morze Martwe, Jerycho, x niezliczona ilość atrakcji.

Jordania - przejeżdżając z Izraela do Jordanii trzeba się uzbroić w cierpliwość, morze cierpliwości. Odprawa paszportowa, odprawa autokaru - upał, ciepło cieplutko - a nie można przebywać w autokarze, tylko obok. Kolejna odprawa paszportowa przy wejściu do autokaru. Przejazd przez strefę graniczną i kolejne zderzenie - odprawa po stronie jordańskiej. Czekamy cierpliwie, najpierw obywatele, a my kiedy? Udało się, jeszcze tylko buzia do aparatu i zdjęcie. Kontrola bagaży - a co to, a to co to? Udało się. Kolejna niespodzianka - przydział policjanta do autokaru - bezpiecznie i już tylko przyjemnie, pięknie i egzotycznie. Hasło przyswojone od taksówkarza (oczywiście nie obyło się bez nocnych eskapad) - po pytaniu - Dlaczego każdy jeździ jak chce, nie ma pasów, a prędkość przyprawiająca o lęki ? - odpowiedź: "Arab easy" - to ok i już tylko spokój gościł w naszych sercach ;) .
Taksówki w Ammanie - można napisać książkę - trzeba się targować - ale przed wejściem do taksówki. Nasza grupka przejechała w jedną stronę za 3 $. Nasi współtowarzysze nocnej eskapady do centrum za 7 $ :) . W drugą stronę podobnie.
Urzekła mnie ulica The Rainbow Street - tętniąca życiem nocnym. Wiele knajp z sziszą, niewiele z trunkami. Z obserwacji w lokalu - siedzą sobie przy stoliku dwie śliczne arabki, każda posiada swoją fajkę, każda zaciąga się i wydycha dym bez wyciągania ustnika, od czasu do czasu zerkają na siebie i nadal siedzą w ciszy, wow i można. 

Trasa po stronie jordańskiej: Geraza, Amman, Góra Nebo, Madaba, Petra

Dinar jordański kosztuje 1,5 $ . Koszt małego piwa na mieście to 4,5 $ , farafele - 7,5 $ razem z napojem. Szale, chusty jodańskie - można utragować na 4,5 - 5$.

Na zdjęciach ryba św. Piotra jedzona nad jeziorem galilejskim - tilapia - smaczna, ale oścista. Po posiłku (może niezdrowo, jednak bardzo przyjemna) kąpiel w jeziorze - wspaniała czysta, ciepła woda.

Polecam:

  • chałwę z suku w Jerozolimie - ja nie lubiąca zjadłam pół kg - najlepsza z czekoladą ;) (10 $ - za kg)
  • kawa mrożona na suku - tęsknię za nią
  • sok pomarańczowy na suku
  • jordańskie farafele - doskonałe
  • jordański kebab z obłędnym sosem (szkoda, że nie znam składników)
  • daktyle z Jerycho
  • migdały z Jerycho - najpyszniejsze 
  • wino koszerne

Gorąco polecam zabrać z Polski alkohol - warto rano i wieczorem napić się łyczek - będąc 10 dni, próbując potraw w lokalnych knajpkach (w Jordanii jest mocny deficyt wody :) ) - nie cierpiałam ani chwili :).

Mam nadzieję, że dane mi będzie tam wrócić <3 div="">



10/25/2013

Kremówka

Wspaniałe ciasto na uczczenie sukcesu. Od lat marzyłam o posiadaniu uprawnień do kierowania motocyklem i udało się. Jestem bardzo dumna z siebie, na nowych trudnych zasadach i udało się ;). 
To kolejny zaliczony punkt na liście marzeń. W międzyczasie skoczyłam w tandemie (ze spadochronem) z 4 000 m. Było super ;).
Wracając do kremówki jest wspaniała, choć upieczona z gotowego ciasta francuskiego.

Składniki:

2 opakowania cista francuskiego - w rulonie
2 litry mleka - wydawało mi się, że to bardzo dużo, ale to akurat ilość idealna
1/2 szklanki cukru
1 cukier waniliowy - wykorzystałam domowy cukier z wanilią
4 budynie śmietankowe
2 łyżki maki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
400 g masła - tu też ilość idealna

cukier puder 

Ciasto francuskie wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i widelcem ponakłuwać ciasto. Piec w temperaturze 200 stopni C przez 25 minut. Jeśli w trakcie pieczenia ciasto będzie się wybrzuszało można nakłuwać je widelcem. 
Ciasto powinno mieć złoty kolor i być płaskie. Odstawić do wystudzenia.

Krem
 0,5 litra mleka wymieszać z mąkami i budyniami. 1,5 litra mleka zagotować z cukrem, cukrem waniliowym i masłem. Po zagotowaniu odstawić z ognia i stopniowo, cały czas mieszając, dodawać mleko z budyniami i mąką. Ponownie zagotowac całość, aż masa stanie się gęsta. Krem odstawić do wystudzenia.

Na wystudzony placek przełożyć budyń i przykryć drugim plackiem. Obsypać cukrem pudrem, kawa, książka i ...



Zupa gulaszowa


Pojawiam się i znikam. Gotowanie przecież idzie pełną parą, tylko zapał do pisania czasem opada. Postanowiłam, że postaram się pisywać regularniej.
Jesienią w naszej kuchni staram się wprowadzać i przemycać jak najwięcej warzyw. Przepis na zupę gulaszową wydał mi się doskonałym sprzymierzeńcem w walce z domownikami. Cieszę się, że się nie pomyliłam. Zupa jest bardzo syta, bardzo smaczna i pożywna. Doskonałe danie jednogarnkowe.
Przepis pochodzi z jakiegoś bloga kulinarnego, nie zapisałam, ale serdecznie pozdrawiam.

Składniki na duży garnek (3 litry):
600 - 800 g łopatki wołowej lub gulaszu wołowego
2 łyżki mąki pszennej
łyżeczka papryki słodkiej
1/2 łyżeczki papryki ostrej
3-4 łyżki oleju
kilka listków laurowych
kilka ziarenek ziela angielskiego
20 g boczku parzonego pokrojonego w kostkę
2 cebule obrane i pokrojone w kostkę
po 1 papryce: żółtej, czerwonej, pomarańczowej, również pokrojonych w kostkę
1/2 papryczki chili - bardzo drobno pokrojonej
kilka pieczarek - obranych i pokrojonych
4 ząbki czosnku, drobniutko pokrojone
opakowanie pomidorów z puszki lub kartonika - krojonych bez skóry
2 marchewki pokrojone w kostkę
seler pokrojony w kostkę - w przepisie był seler naciowy, a ja wykorzystałam korzeniowy
kilka ziemniaków pokrojonych w kostkę
2 litry wody
sól i pieprz 

Ziołowe kluseczki:
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej
60 g masła
2 łyżki posiekanego szczypioru
2 łyżki posiekanego koperku
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
3/4 szklanki mleka
sól do smaku

Paprykę słodką i ostrą wymieszać z mąką i szczypta pieprzu. Wołowinę pokroić w nieduże paski i obtoczyć w przygotowanej panierce z przypraw. Smażyć kilka minut z każdej strony na mocno rozgrzanym oleju. W międzyczasie przygotować garnek, w którym będziemy gotowali zupę: nalać niewielką ilość wody, dodać listki laurowe, ziele angielskie i zagotować. Do tak przygotowanej wody wkładać obsmażone kawałki wołowiny i gotować cały czas na niewielkim ogniu.
Następnie na patelni i tłuszczu pozostałym po smażeniu wołowiny, usmażyć boczek, dodać cebulę, pieczarki i papryczkę chili, której ja nie dodawałam. Gdy warzywa zmiękną dodać czosnek i chwilę smażyć. Dodajemy pomidory i jeszcze chwilę smażymy. Następnie wszystko przelewamy do garnka z wołowiną i zalewamy pozostałą wodą. Dodajemy ziemniaki, marchewkę i seler. Gotujemy do momentu, aż wołowina będzie miękka. 

Przygotowujemy kluseczki. Mąkę mieszamy ze szczyptą soli i masłem, siekamy, a następnie ucieramy palcami, aż uzyskamy kruszonkę. Dodajemy zioła, mleko i wyrabiamy ciasto. Odrywamy kawałki i formujemy z nich niewielkie kuleczki, które wrzucamy do gotującej się zupy i gotujemy ok 30 minut.

Zupę doprawiamy do smaku i zajadamy.

Ja ugotowałam zupę dzień wcześniej, kluski dodałam następnego dnia. Jest pysznie.






6/19/2013

Zupa kalafiorowa



Dzień pełen wrażeń. Po latach wracam na motor i jestem po pierwszej jeździe w upale, z kaskiem na głowie, kurtka zapięta pod samą szyję, skórzanych rękawicach, ufff było gorąco. Cóż mogę napisać - wow. I choć nie czuję chęci jazdy na "ścigaczach" to marzę o delektowaniu się jazdą chopperem. Pewnie niedługo ;), jeszcze trochę potrenuję.
Dopełnieniem jest zupa kalafiorowa, którą mogę jadać codziennie, podobnie jak barszcz z buraków i szczawiową.

Składniki:
kalafior,
2 marchewki,
1 pietruszka,
seler,
por,
ząbek czosnku,
pomidor bez skórki,
ziemniaki,
polędwica sopocka,
natka z pietruszki.

przyprawy: sól, pieprz, o zgrozo - kostka rosołowa, łyżeczka kurkumy w proszku.

Gotujemy wywar z pokrojonych w kostkę: marchewki, pietruszki, selera, pora, czosnku, które solimy i pieprzymy.
Po ok 15 minutach dodajemy różyczki kalafiora i pokrojone w kostkę ziemniaki  i gotujemy do miękkości. Doprawiamy przyprawami. Ja dodaję również polędwicę sopocką (bez skórki), dość drobno pokrojoną. Można oczywiście użyć mięsa mielonego, przesmażonego wcześniej na patelni. 
Na końcu dodajemy pokrojony w kostkę pomidor bez skórki i natkę. Chwilę gotujemy.

Smacznego ;)